Iwona Rostkowska
O mnie Rysunki Koci swiat Ksiazki Wiersze Piosenki Sklepik Kontakt

Historia galerii "Czarny kot" :: Zdjęcia z otwarcia :: Zdjęcia z wystaw :: Zdjęcia z galerii :: Kocia księga



Początkowo chciałam, by tekst był krótki i czysto informacyjny: „Galeria działała w latach 1989-96 w hotelu Cuprum w Legnicy.  Założyli ją Iwona Rostkowska i Jasiek Zborucki. Była pierwszą w mieście i w okolicy  galerią sztuki, w której można było kupić obrazy, grafiki, ceramikę, szkło artystyczne, fotografie  i srebro autorstwa wybitnych polskich artystów. Współpracowała też  z Legnickim Satyrykonem, prezentując wystawy indywidualne w ramach corocznie odbywającego się konkursu” – a  obok zamieścić odnalezione mozolnie zdjęcia, ale… No właśnie… Moja koncepcja uległa zmianie, kiedy zaczęłam szukać rozrzuconych  informacji.

Nie było łatwo w Polsce otworzyć galerię sztuki w latach dziewięćdziesiątych. Należało spełnić dwa zasadnicze warunki:
- posiadać zezwolenie z Ministerstwa Kultury i Sztuki  - i mieć na to LOKAL!
Zezwolenie z Ministerstwa mógł na taką działalność otrzymać  historyk sztuki i prawdę mówiąc łatwiej było w latach dziewięćdziesiątych zostać historykiem sztuki ( choć na jedno miejsce na pierwszym roku było ze dwudziestu chętnych a na mój rok przyjęto chyba osiem osób) jak posiadać LOKAL na galerię. Ale udało się. Lokal został wyodrębniony z kawałka holu w hotelu Cuprum. Dał się przekonać do tej koncepcji ówczesny dyrektor WPGT Piast Tourist, pan Marian Wojtyła.
Kiedy już Galeria powstała, to niestety nikt nie chciał jej ubezpieczyć. Tzn. dzieł sztuki, które były w środku. Z dwóch opcji: pawilon handlowy i muzeum, według urzędników z całą pewnością Galeria podpadała pod muzeum, a przecież muzeum to nie było, miała handlować dziełami sztuki – więc nie ubezpieczyłam. Nie dało się.
Z początku w Galerii byli tylko oglądacze. A ściślej mówiąc przed Galerią.  Przyglądali się  przez oszklone ściany i nie wchodzili…..nie wchodzili  z obawy, że trzeba kupić bilety wstępu. Ale próby oswajania i edukowania odbiorcy sztuki w Legnicy dały znakomite rezultaty. Z czasem Galeria „Czarny kot” wpisała się w pejzaż miasta, a w samej galerii tętniło artystyczne życie. Przychodzili i przyjeżdżali do niej artyści, by porozmawiać o sztuce, zjawiali się koneserzy sztuki, odwiedzający Legnicę i mieszkający w hotelu, którzy spędzali w galerii popołudnia i wieczory, traktując ją jako miejsce rozrywki, przychodzili wielbiciele sztuki z zamiarem nabycia obrazów, grafik, akwarel lub z nadzieją spotkania w niej właśnie jakiegoś artysty. Wpadali licealiści, z prośbą o korektę swoich prac, przed zawiezieniem ich na egzaminy na artystyczne uczelnie. Hotel sprzyjał pojawianiu się różnych interesujących bywalców galerii. Pamiętam jak Peter Kennedy, australijski podróżnik i globtroter, podróżując po świecie, odwiedzał „Czarnego kota” ze trzy razy, nigdy nie zapominając przesłać pozdrowień z najdziwniejszych miejsc świata, w których był. Pamiętam niemieckiego biznesmena, kolekcjonera dobrej grafiki, którą nabywał regularnie od wielu wybitnych polskich grafików, szczególnie upodobał sobie prace Pawła Szadkowskiego i Darka Nowaka, albo też pewnego Włocha, który podróżował po Polsce w poszukiwaniu żony i robił wokół siebie za każdym razem tyle zamieszania, że potrafił ustawić do pionu nawet mało subtelnych rezydentów hotelowych, których w latach dziewięćdziesiątych nie brakowało chyba w żadnym z polskich hoteli. Każdą wybrankę przywoził do galerii, by ją zaprezentować, a może do akceptacji? Postać zupełnie jak z  filmu.  „Nie lubię poniedziałku”,  w którym Francesco Romanelli – Kazimierz Witkiewicz  robił wokół siebie nie mniejsze zamieszanie.  Mam wrażenie, i mówię to z pełną odpowiedzialnością, nie żeby się przechwalać, ale  właśnie dlatego,  że Galeria była na prowincji a może przede wszystkim dlatego, że na prowincji -  przychodził do niej  każdy ciekawski. Z czasem „Czarny kot” stał się  magicznym miejscem – takim jak na początku XX w. paryski kabaret  Lapin Agile na Montmartre, ulubione miejsce spotkań i spędzania wolnego czasu przez paryskich artystów. W „Czarnym kocie”, szczególnie w trakcie satyrykonowych spotkań,  można było trafić  na  wielu wielkich, wybitnych artystów nie tylko z Polski.

Otwarcie galerii "Czarny kot", 10.06.1989

Tradycją galerii było wpisanie się do „Kociej księgi”, choć ani Jasiek, ani ja nie pilnowaliśmy tego. Wielcy, znani i mniej znani pozostawiali często w licznych zakamarkach galerii  na bibułkach, karteczkach, skrawkach papierków narysowane przez siebie koty. Do dziś mam, często niezidentyfikowane, bo nie podpisane koty wielu gości i stałych bywalców.  Nigdy też z Jaśkiem nie zabiegaliśmy o fotografowanie się z artystami, gośćmi i przyjaciółmi  galerii, choć dziś tego żałuję, ale nie było to też w latach dziewięćdziesiątych takie łatwe jak dziś, kiedy w każdym telefonie komórkowym  jest opcja robienia zdjęć. Wtedy złapać kogoś z aparatem fotograficznym, bo akurat wpadł do Galerii Pan Eryk Lipieński czy Get Stankiewicz nie było proste.  Nasze mini katalogi czy też raczej druki ulotne, autorstwa Jaśka  zawsze wzbudzały aplauz przez swoje szalone i zwariowane pomysły tak, jak i cała oprawa plastyczna „Czarnego kota”, której autorem był Jasiek, który  nadal opracowuje graficznie  wydawnictwa Satyrykonu, a ja współpracuję z nim do dziś, przy wszystkich moich pomysłach (Orris, Skąd się w kocie bierze mruczenie, Koronczarka, Czas aniołów). Slogan Galerii wymyślił oczywiście też Jasiek: „Przebiegając Ci drogę przynosimy szczęście”  i odnosiło się to zarówno do nabywców dzieł sztuki kupowanych w „Czarnym kocie” jak i artystów, którzy tu sprzedawali swoje prace.

Pamiętam ile pracy, cierpliwości i trudu włożyliśmy w zakończony klapą pomysł, by mój kot – Filut, którego portret znajdował się na zaproszeniu na wystawę „Wszystko o kocie” zostawił ślady swoich łap, które miały być użyte jako element plastyczny. Ani mokrymi, ani umazanymi w farbie, żadną miarą nie chciał przebiec po rozłożonym papierze i każdy jego kawałek – mały czy duży albo omijał albo przeskakiwał. Kocia – Filucia łapa została odciśnięta przy pomocy bandaża!

Artyści pojawiali się w Galerii czasem incydentalnie albo byli jej wierni   przez lata. Wielu z nich poznałam pracując w Biurze Wystaw Artystycznych  i w Państwowej Galerii Sztuki, współpracując z nimi na Integracyjnych Spotkaniach Twórczych „Osetnica” za czasów kiedy dyrektorem BWA był charyzmatyczny Jan Bocheński, wcześniej mój licealny profesor. Przyjemnością i zaszczytem była dla mnie współpraca z artystami, z którymi przyjaźnię się do dziś. Pamiętam, jak raz udało mi się wyjątkowo zachęcić Geta Stankiewicza do narysowania kota do kociej księgi „z ręki”, czego raczej nie robił. To naprawdę super kot. Pamiętam historię kotki Daniela Mroza, którą poznałam, odbierając od niego pracę do Galerii na wystawę inauguracyjną „Wszystko o kocie”, która chodziła w sukience po rozpostartej pionowo na szybie okiennej  siatce, wyglądając jak żywa kukiełka. To właśnie Daniel Mróz jest autorem mądrego i pięknego hasła „Kot łagodzi obyczaje” i to on znany jest także z ilustracji do dzieł Mrożka i Lema czy  Opowiadań Profesora Tutki.  Przyjął mnie u siebie w Krakowie jak dobrą znajomą a  kiedy zaczęliśmy rozmawiać o kotach, o mało z żoną nie zaproponowali mi noclegu. Pamiętam korespondencję ze Zdzisławem Beksińskim, do którego napisałam przytaczając słowa Rainera Marii Rilkego z „Księgi godzin”, które jakoś zawsze kojarzyły mi się z jego obrazami „Co zrobisz, gdy ja umrę, Panie. Jam dzban twój ( kiedy zbiję się w kawały?) Jam napój twój (kiedy się kwaśny stanie?) Jam twe rzemiosło, twe ubranie, beze mnie stracisz sens swój cały. (…) Co będzie z Tobą? Ja się trwożę. Artysta w pięknych słowach wyjaśniał mi, dlaczego nie może dać do „Czarnego kota” żadnej ze swych prac, choćby chciał, - w konwencję jego estetyki wszedł potem  Ryszard Kozicki, którego poznałam przed laty na zajęciach plastycznych z prof. Chyłą i te jego obrazy ściągały do „Czarnego kota” tłumy. Zachowała się też niezwykła korespondencja w odcinkach,  prowadzona z Telemachem  Pilitsidesem, który toczył  opowieść o pięknie świata i ludzi w iście homeryckim stylu. Współpracowałam z nim w Galerii do jej zamknięcia. Swoich zagranicznych nabywców miały też obrazy Jana Karwota, którego udało mi się namówić do współpracy pisząc o emocjach, jakie budziły we mnie jego równie niezwykłe jak obrazy Zdzisława Beksińskiego, prace w technice akrylu. Poznałam go wcześniej, kiedy gościł w Legnicy z zespołem „Śląsk” , grając w orkiestrze jako skrzypek – odwiedził Biuro Wystaw Artystycznych, miał być wtedy gościem Osetnicy, ale  przeszkodziła mu choroba, jednak  widać miały się zejść nasze drogi, bo kiedy „Czarny kot” już zaistniał, a ja napisałam do niego ponownie, zgodził się sprzedawać w galerii swoje przepełnione magicznym erotyzmem obrazy  i  wcale nie musiałam powoływać się na Galerię Marty Wojciechowskiej na Kościuszki we Wrocławiu, gdzie pierwszy raz spotkałam jego dzieła ani na znajomość z Ryszrdem Ratajczakiem, od którego pierwszy raz słyszałam o sztuce Jana Karwota. Galeria sprzedawała także znakomitą  ceramikę prof. Lidii Kupczyńskiej-Jankowiak, którą po latach spotkałam na ASP we Wrocławiu. Szkło Witolda Turkiewicza, czy Maćka Zaborskiego, ceramikę Władysława Garnika i cudne obrazy Piotra Toporka – zbiór drewnianych pajacyków, ożywionych fantastycznie w światach, w których się pojawiały. Pamiętam stałych klientów, którzy zapraszali mnie do swoich domów by im doradzić, czy koło wcześniej zakupionego już obrazu można powiesić teraz inny, nowy zakup z galerii. To były niezwykłe kontakty, myślę, że dające satysfakcję obu stronom. Atmosfera Galerii była niezwykła, przepełniona papierosowym dymem – większość artystów, w tamtych latach to nałogowi palacze i zapachem wypijanych hektolitrów kawy, przywożonej przez licznych klientów galerii z zagranicy, którzy bywali w niej regularnie.  Szóstka  warszawskich złotników Kama Rhon, Jacek Bojkow, Tomek Mayzel, Marek Nowaczyk (góru polskich złotników – poznałam artystę, tak jak wielu innych polskich złotników,  prowadząc dokumentację polskich złotników -  to nie kto inny, ale Tomek Zaremski nakładał  emalię na kolczyki zaprojektowane  przeze mnie a robione przez Marka Nowaczyka a  Giedymin Jabłońki – cóż poszliśmy nad staw łowić ryby aby się przekonał do współpracy z Czarnym kotem), wystawiała regularnie  w gablotach  Galerii swoje niezwykłe złotnicze dzieła. Helena  Łoza – znana akwarelistka - jej napisałam wstęp do katalogu, który ją zachwycił, jak sama mówiła i od tego momentu współpracowała z Galerią na stałe. Pavel Hlavaty –  długa historia. Wielki czeski grafik  słynący na świecie jako twórca  niezwykłych exlibrysów.

Zdjęcia z wernisaży wystaw

Jak wielkie emocje wzbudziło otwarcie galerii 10 czerwca 1989 roku (o godz. 17.00) wystawą „Wszystko o kocie” niech będzie fakt, że (katalog obok), Tomek Mayzel, który zrobił srebrną bransoletkę w formie klatki na mysz przyleciał na wernisaż z Warszawy samolotem z obawy, że dziesięciogodzinnej podróży w pociągu mysz nie przetrzyma, a w Legnicy może być o mysz trudno. Mysz w gablocie prezentowała się fantastycznie, chodząc w  kółko, wewnątrz bransoletki, a po wernisażu została odwieziona uroczyście do sklepu zoologicznego w darze. Otwarcia galerii i własnej wystawy nie doczekał wielki holenderski malarz Piet van Rhoon, któremu już zdążyliśmy wydać katalog do pokazu jego akwarel i obrazów olejnych.  Na wystawie inaugurującej działalność Galerii pokazaliśmy min. prace  znanego polskiego rzeźbiarza, mieszkającego obecnie w Szklarskie Porębie - Zbyszka Frąckiewicza,   słynącego  przecież z ogromnych rzeźb, wpisujących się w pejzaże takich niemieckich miast jak Berlin, Greiz, Hattingen czy Moguncja. Artysta dał się namówić  na wykonanie  kameralnej rzeźby, która  musiała się zmieścić w galeryjnym wnętrzu. Wykuł w granitowym głazie kota zakręconego wokół stopy.  W jego dorobku to dzieło wyjątkowe. Wystawa prezentowała  różne dziedziny sztuki ale inspirujące się wizerunkiem kota. Pokazywaliśmy także  serwetki, papeterie, kubki czy szklanki z  kotami z szalonej   kolekcji Bogdy Balickiej. Plebiscyt widzów, którzy wybrali najlepszą pracę wystawy o kocie wygrała  Elżbieta Terlikowska – kocim wypychańcem.

Galeria „Czarny kot” sprzedawała dzieła sztuki, organizowała wystawy, pokazy, happeningi i spotkania z artystami. Prezentowała twórczość  przyjaciół galerii, których ceniłam i lubiłam. Z galerią współpracowali także min. Paweł Trybalski,  Krystyna Cybińska, Andrzej Bandkiwski, Dorota Pauk,  Magda Marcinkowska, Darek Nowak, Agnieszka Wlaźlak, Edward Mirowski, Ryszard Kozicki, Ryszard  Tyszkiewicz,  Franciszek Maśluszczak, Janusz Stanny,   Jacek Frankowski, Jacek Frąckiewicz, Ludvik Feler,  Mirosław Kuźma czy Andrzej Legus.


©2013 Copyright :: Zastrzeżenia prawne :: Podziękowania :: Mapa strony