Iwona Rostkowska
O mnie Rysunki Koci swiat Ksiazki Wiersze Piosenki Sklepik Kontakt

Fragment I :: Fragment II

Rozdział VIII, str. 61:

Nachylił się. Serce biło mu głośno. Elen poruszyła się i otworzyła oczy. Poczuła jego bliski oddech. Balard zbliżył wargi do magicznego miejsca pulsującego życiem. Odsunęła się: - Paul – szepnęła bezradnie – obiecałeś mi.
Teraz sytuacja zaczęła szybko wymykać się spod kontroli.
Balard przesunął się w ślad za nią, jakby nie słysząc tego, co powiedziała i dalej dotykał ustami upragnionego kawałka na jej szyi.
- Paul, proszę – powtórzyła i tym razem bardziej zdecydowanie odsunęła się od niego.
- Nic ci nie zrobię – wyszeptał, nie odrywając od niej ani na chwilę warg.
- Już robisz – zadrżała.
Balard przyciągnął ją do siebie i zaczął całować. Opierała się coraz słabiej. Był delikatny i bardzo czuły. Całował i dotykał jej oczu, ust i szyi. Ujmował delikatnie w dłonie jej twarz i rozczesywał palcami splątane włosy. Nigdy dotąd nie doznała takiej namiętności i takiej czułości. Powoli odchylała do tyłu głowę i przekręcała ją z jednej na drugą stronę, zataczając półkola i poddając się chętnie jego delikatnym poczynaniom.
- Mała – wyszeptał.
Oddychała spokojnie.
Balard namacał pięć obciąganych guziczków, a potem szarpnął za zawiązaną podwójnie kokardkę i rozsunął koszulę. Miała bardzo szczupłe ramiona. Objęła jego głowę rękoma i wplotła palce w ciemne, sztywne włosy. Od czoła lekko łysiał, ale było mu z tym do twarzy. Uniosła głowę z poduszki. Paul popatrzył na nią. Miała nieprzytomny wzrok. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Była teraz jeszcze piękniejsza. Gdyby w tej chwili Dworzec St. Lazaire zniknął na zawsze z mapy Paryża, nic by go to nie obchodziło.
- Mała – powtórzył – rozpuść włosy – jego szept drżał z pożądania.
Elen posłusznie namacała spinki. Kiedy oddała mu ostatnią, z roznamiętnieniem zatopił palce w ich miękkości.
- Mała – powtarzał jak echo.
Zdawało jej się, że zasypują ją pocałunkami nie jedne, a tysiące ust. Poczuła jak dwie strużki potu płyną jej spod obu pach. Paul zsunął kołdrę niżej. Złapał za koniec koszuli i zaczął podsuwać do góry.

Rozdział XXIII, str. 198:

- Przepraszam, może w czymś Panu pomóc? – zapytała miło urocza szatynka.
Balard zawahał się.
- Szuka Pan czegoś konkretnego? – kontynuowała przyjemnie.
- Nie… a właściwie tak – odparł szorstko Balard.
- A czego?
- Nie wiem.
Dziewczyna przekrzywiła głowę: - Rozumiem, nie zna Pan nazwy?
- Nie.
- A może zna Pan firmę?
- Nie – odparł głucho.
- Rozumiem – nic nie zbijało jej z tropu. – To są perfumy, woda toaletowa, czy … - spojrzała na niego z uśmiechem - …może kwiatowa woda toaletowa?
Balard popatrzył na nią z nienawiścią: - Nie wiem.
- To w takim razie czy jest to zapach dla mężczyzny, czy dla kobiety? – nie ustawała w wysiłkach.
- To jest zapach kobiety – wysyczał nieprzyjemnie.
- Dziewczyna zaczerwieniła się: - Ach tak. Może Pan spróbuje określić rodzaj tego zapachu.
- To znaczy?
- Czy to jest zapach lekki, mdły, orzeźwiający, świeży czy może lodowaty? – dodała ostrożnie.
- Nie wiem – odparł beznamiętnie Balard.
- A może z czymś się Panu kojarzy? – niezrażona kontynuowała zadawanie pytań.
- Diana, pomóc ci!? – z końca salonu dobiegło ich miłe wołanie.
- Poradzę sobie – szatynka poprawiła włosy. – No więc z czym się Panu kojarzy zapach, który tropimy? – uśmiechnęła się.
Balard zawahał się. Próbował otworzyć pamięć, napinając jak strunę wszystkie zmysły. Dziewczyna sięgnęła po uroczą buteleczkę L’Air du temps Niny Ricci: - Goździk, gardenia, róża i jaśmin. Fenomenalna kompozycja z roku 1948 – obserwowała jego reakcję. Balard się skrzywił.
- To jest zapach letni, zimowy, sportowy? – ciągnęła go za język. – Może znajduje Pan w nim odniesienie do muzyki lub poezji? - przewróciła oczami. – Jest liryczny jak jazzowe ballady, porywający jak gregoriańskie chorały czy uroczysty jak oratoria Bacha, a może wzniosło-melancholijny jak romantyczna poezja Rilkego – nagle dziewczyna zrozumiała, że jeśli powie jeszcze słowo, to Balard tego nie wytrzyma, sięgnęła więc szybko po flakon testera i pryskając na paseczek papieru podsunęła go Paulowi z uśmiechem:
- Mamy siedem rodzin zapachów – zaczęła szybko i spojrzała na Niego łagodnie: „Cypr”, „ambra”, „paproć”, „hesperyda”, „skóra”, „drzewo” i „kwiat”. „Kwiat” to na przykład mieszanki wszelkich kwiatowych esencji. Poza rodzinami mamy 26 dominujących tonów. Liczba kombinacji tonów z rodzinami określana jest na nieskończoną – dodała wymownie. – Do produkcji używa się też esencji zwierzęcych – podsunęła Balardowi pod nos kolejny papierek – …takich jak cybet, ambra, piżmo, choć to ostatnie tylko w formie syntetycznej czy strój bobrowy – poczuła się pewniej i wcisnęła mu do ręki kolejny papierek, opryskany nowym zapachem z testera, po który sięgnęła bardzo sprawnie. – Kiedyś wykorzystywano też na przykład królicze łajno z dodatkiem wysuszonych alg, piżma szczura i wydzielin cygańskiej muchy – patrzyła na niego uważnie – piżma skunksa – ciągnęła – czy wydzielin aligatora. Sterta papierków w dłoni Balarda rosła lawinowo. Zaczynał mieć w głowie zamęt. Jego cierpliwość wyraźnie się kończyła. Miał ochotę wyjść, ale nagle przyszło mu do głowy, że : - To nie są perfumy – Powiedział, kiedy dziewczyna sięgnęła po Ode à l`Amour – Yves Rocher, odstawiając wodę toaletową Issey Miyake, L'Eau D’Issey.
- Słucham?
- Myślę, że to nie są perfumy.
Dzielna szatynka na moment straciła rezon: - Rozumiem – zawahała się. – Może to pojedynczy aromat? – podeszła do małej zamykanej gabloty i wyciągnęła z niej niewielką buteleczkę, podsuwając ją bezpośrednio pod nos Paula: - W tej gablocie są nuty i bazy… to na przykład esencja wanilii.
Paul pociągnął nosem, ale nic w nim nie drgnęło.
- Aromat kardamonu i koriandru, kalabryjskiej bergamoty i cejlońskiej herbaty, jaśmin, magnolia, róża, peonia – w dłoniach szatynki pojawiały się wciąż nowe buteleczki - … orchidea, mandarynka, kiwi?
Balard patrzył na nią coraz bardziej zmęczony i coraz bardziej zniechęcony.
Dziewczyna pokręciła z niedowierzaniem głową: - nie wiem, jak Panu pomóc? – sięgnęła po kolejny zapach – a może to?
Balard chwycił ją gwałtownie za rękę i przytrzymał. W jego umyśle nareszcie zawirowała ta namiastka woni pokuszenia, odległa odrobina oddechu wolności, rzucającej się w otchłań czystego szczęścia wciągającego jego umysł w stan radości i swobody, stan wykreowany przez pragnącą wyobraźnię. Czuł, że gdzieś na końcu czy raczej w odległym początku może dosięgnąć owej smugi. Zaciągał się łapczywie, lecz im pokorniej to czynił, im bardziej oddawał się rozkoszy zakorzenionej w wehikule czasu zabierającym go w podróż w świat spoza rzeczywistości, tym bardziej zapach oddalał się od niego i tym bardziej nie potrafił go pochwycić: - Co to jest? – szepnął podekscytowany.

©2013 Copyright :: Zastrzeżenia prawne :: Podziękowania :: Mapa strony